wtorek, 12 marca 2019

Horoskop Apolliński prosto od Kolumba

Trafiłem w internecie na taki horoskop, który wydał mi się wyjątkowo ciekawy. Jego idea jest bardzo prosta, ale zacznijmy od mistycznego wstępu:
Horoskop ten miał rzekomo narodzić się w Wyroczni Apollińskiej, słynącej w czasach Cesarstwa Rzymskiego z przenikliwości głoszonych tam wyroczni. Jeszcze do niedawna mało był on znany w Polsce. W średniowieczu niemal zupełnie o nim zapomniano i dopiero niedawno wrócił do łask, "odkurzony" przez włoskich wróżbitów i astrologów.
Zaczyna się ciekawie prawda? Horoskop z podłożem historycznym. Oczywiście wkradła się drobna nieścisłość: wyrocznia w Delfach istniała na długo przed Cesarstwem Rzymskim, ale jestem gotów przymknąć na to oko. W końcu nie jest to kłamstwem, bo w czasach Rzymu też działała. To co się dzieje dalej jest o wiele bardziej zaskakujące.


Otóż podobno Rzymianie wierzyli, że przyszły los człowieka jest uzależniony od dnia tygodnia na który przypadły jego urodziny. Ciekawe, całkiem możliwe, że w to wierzyli, tylko jest pewien problem: rzymski tydzień trwał osiem dni. Ciekawe czy autor to przewidział?

Tu również należy się drobne wyjaśnienie dla wszystkich chcących sprawdzić to co napisałem. Owszem, Rzymianie wprowadzili siedmiodniowy tydzień, ale dopiero gdy przyjmowali chrześcijaństwo. Więc, o ile kapłanka nie wywrzeszczała tego horoskopu podczas objawienia i nagłej, drastycznej zmiany religii na monoteistyczną, to raczej istnieje znikome prawdopodobieństwo, że w ogóle stworzyła taki horoskop.

Niestety, dni w tygodniu tego horoskopu jest siedem, a nie osiem. No, ale niezrażeni tym dowiadujemy się, że każdemu człowiekowi w zależności od daty urodzenia przyporządkowywany jest owoc. Przyjrzyjmy się zatem niektórym z tych owoców, bo są naprawdę ciekawe - a na pewno by były ciekawe dla starożytnych Rzymian.

Zacznijmy od końca: agrest. O ile krzaczek ten był znany w starożytności, o tyle nie był wtedy uprawiany i był uznawany po prostu za krzak. Zatem przyporządkowywanie jemu jakiś specjalnych właściwości, czy też identyfikowanie osoby z takim owocem mija się z celem. To przecież jakby nazwać kogoś krzakulcem  albo chwastem...

Przejdźmy do mandarynki. Podobno Persowie przekazali ją Rzymianom, ale nigdzie nie udało mi się znaleźć informacji na temat statusu mandarynki w Imperium Rzymskim, więc wydaje mi się, że nie była jakoś szczególnie ważna w życiu Imperium. Nawet jeśli by była, to najlepsze zostawiłem na koniec. Ostatni owoc, w porównaniu do poprzednich dwóch, to prawdziwe zaskoczenie nawet dla osób średnio znających starożytność.

Ostatnim, moim ulubionym owocem w całym tym horoskopie jest... ananas. Ananas występował naturalnie tylko w Ameryce Południowej i Środkowej, a do Europy sprowadził go Krzysztof Kolumb.

Może horoskop powinien zmienić nazwę z Rzymskiego  na Kolumbijski. Też brzmi ezoterycznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz